Dom, biuro i auto w jednym. Niemożliwe? A jednak

Nasz wyjazd na Puchar Świata w Val di Sole najnowszym Volkswagenem Grand California. Mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Jak jest w tym przypadku? Zapraszamy do lektury!

0

Pomysł wyjazdu na włoską i/lub szwajcarską edycję Pucharu Świata w kolarstwie górskim narodził się już na początku sezonu. Głównym założeniem podczas planowania wyjazdu miały być niskie koszty, jednak równocześnie chcieliśmy zabrać ze sobą nasze rowery, a także zachować przyzwoity komfort aby móc jednocześnie popracować, odpocząć i trochę potrenować. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyjazd autem (Mercedes Vito) oraz spanie w nim lub w namiocie na polu namiotowym. To rozwiązanie budziło u nas pewne obawy. Jak i gdzie gotować? Co z dostępnością toalety? Czy będzie wystarczająco dużo miejsca, aby pomieścić nas, bagaże i sprzęt, a przy tym w miarę komfortowo się wyspać? Wszystkie nasze nasze wątpliwości zostały rozwiane podczas Mistrzostw Polski w kolarstwie górskim w Mrągowie. To tam, podczas spotkania prasowego z zespołem Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team, został zaprezentowany nam oraz zawodnikom drużyny nowy model marki Volkswagen Samochody Użytkowe – Grand California. Od razu w naszych głowach pojawiła się myśl, że to auto idealnie nadawałoby się na nasz wyjazd. Po kilku rozmowach udało się uzgodnić, że w trakcie Pucharu Świata w Val di Sole samochód będzie do naszej dyspozycji.

Nasza przygoda z Volkswagenem Grand California 600, bo tak dokładnie nazywa się model, który otrzymaliśmy, rozpoczęła się w czwartek. Jest to mniejsza (ale wcale nie mała) z wersji Grand Californii, dzięki czemu można ją prowadzić dysponując prawem jazdy kategorii B. Auto odebraliśmy z głównej siedziby Volkswagen Group w Poznaniu. Po szkoleniu zapoznającym z obsługą auta, około godziny 12 wyruszyliśmy w liczącą ponad 1200 kilometrów trasę. Bardzo szybko okazało się, że bez wnikliwej analizy instrukcji obsługi nawet nie ma się co zabierać za ruszanie albo obsługę systemu multimedialnego w pojeździe. Od samego początku byliśmy zaskoczeni ilością gadżetów i systemów ułatwiających podróż. Pierwszą niespodzianką był hamulec ręczny, który zarówno zaciągnięty jak i zwolniony znajduje się w pozycji leżącej, aby swobodnie można było obracać przednie fotele w trybie kempingowym. Mimo jasnych wskazówek podczas szkolenia, kilka ładnych minut zajęło nam odblokowanie hamulca. Z każdym kolejnym razem było już jednak coraz łatwiej. Samochód wyjechał z fabryki we Wrześni (tak, jest on produkowany w Polsce, dla nas to również było zaskoczenie) zaledwie kilka dni wcześniej. Kiedy dostaliśmy go w swoje ręce miał przejechane jedynie 40 kilometrów, więc dosłownie pachniał nowością. Mimo analizowania wszystkich dołączonych instrukcji obsługi przez początkowe godziny podróży, dalej mieliśmy wiele wątpliwości dotyczących obsługi samochodu. Gdzie co jest? Jak włączyć nawigację? Jak uruchomić poszczególne funkcje? Ciągłe odkrywanie nowych funkcji zagwarantowało nam brak nudy w trakcie podróży, mimo olbrzymich korków pod Berlinem. W trakcie jazdy czekało nas jeszcze kilka tankowań. Nie tylko paliwa, ale również wody do wykorzystania w kuchni oraz w łazience. Jak się okazuję ciężej napełnić jest 100 litrowy zbiornik wody niż 75 litrowy zbiornik paliwa, a przynajmniej trwa to kilka razy dłużej. Nam udało się zapełnić go w 3/4, co spokojnie wystarczyło nam na cały wyjazd.

Na miejsce dotarliśmy o godzinie 3:30 w nocy. Gdyby nie to, że swój nocleg przywieźliśmy ze sobą bylibyśmy zapewne pełni obaw gdzie uda nam się znaleźć miejsce do spania. Nam wystarczyło jednak postawić auto w bezpiecznym miejscu, a następnie rozłożyć oraz pościelić łóżka i można było iść spać. Okazało się, że teren Pucharu Świata jest tak dobrze zabezpieczony, że nawet w środku nocy pilnuje go dwóch chłopaków, którzy bez problemu wpuścili nas na zamykany na noc parking dla mediów. Od wjazdu do Włoch towarzyszył nam ulewny deszcz i burza. W tych warunkach szczególnie pomocny okazał się asystent kontroli pasa ruchu, gdyż momentami ciężko było stwierdzić gdzie znajdują się pasy. Na szczęście komputer nie miał z tym najmniejszych problemów. Rano obudziły nas krople deszczu dudniące o karoserię auta. Na szczęście około godziny 10 niebo się przejaśniło i wyszło słońce. Mogliśmy zacząć testować auto w warunkach kempingowych. Z dudniącymi kroplami trochę przesadziłem, Grand California jest bardzo dobrze wygłuszona i ledwo było je słychać. Można było poczuć się jak w domu: bez wychodzenia na zewnątrz załatwiliśmy poranną toaletę (razem z prysznicem) oraz przygotowaliśmy śniadanie, które następnie zjedliśmy na świeżym powietrzu w porannym słońcu wykorzystując dołączone krzesełka i stolik. Dzięki zabudowanej lodówce o pojemności 70 litrów jedzenie mogliśmy kupić jeszcze w Polsce, a podczas podróży nic się nie zepsuło.

Użytkowana przez nas wersja Grand California 600 przystosowana jest do przewozu czterech osób, najlepiej w konfiguracji dwie osoby dorosłe i dwójka dzieci. Do dyspozycji mieliśmy dwa łóżka: jedno duże w tylnej części auta, a drugie, rozkładane powyżej przedniej części (limit wagi 100 kilogramów). Żaden z nas dzieci nie ma, więc zabraliśmy z nami nasze rowery. Na tylnych drzwiach zamontowany został bagażnik rowerowy, więc nie było problemu z ich przewozem i nie zajmowały nam miejsca w środku. W nocy jednak, dla bezpieczeństwa, trzymaliśmy je w środku. Dodatkowo chcieliśmy aby mogły wyspać się w ciepłym i suchym pomieszczeniu. Jesteśmy pewni, że są nam za to wdzięczne, szczególnie kiedy zobaczyły że parkujący obok nas fotograf z Niemiec swój rower przypinał na noc łańcuchem do felgi w samochodzie. Auto posiada ogrzewanie postojowe oraz podgrzewanie wody zarówno z butli gazowej, jak i elektryczne (można także wybrać mieszany sposób dostarczania ciepła). Zapewniamy, że wersja gazowa jest bardzo skuteczna, o ile nie zapomni się jej włączyć, jak to było w naszym przypadku. Podczas pierwszej nocy oczywiście zapomnieliśmy o tym, więc kiedy temperatura na zewnątrz spadła do 10 stopni w aucie mieliśmy około 14 stopni. Tak niska temperatura w nocy od razu przypomniała nam o naszym niedopatrzeniu. Resztę nocy spędziliśmy w komfortowych 25 stopniach w środku, mimo że na zewnątrz nadal temperatura oscylowała w okolicach 10 stopni.

Jeżeli chodzi o zmagania sportowe to w Val di Sole działo się bardzo dużo. W piątek pierwszą rywalizacją były kwalifikacje do sobotnich zawodów DH, niestety przerywane przez ulewę. Następnie na trasę short track’u, w ulewie, wyruszyła Elita Pań, a po nich, na szczęście już bez opadów, Elita Panów. Po przerwie, o godzinie 21:15, rozpoczęła się rywalizacja w ramach Mistrzostw Świata w Four Cross’ie. W sobotę na trasach rywalizowali zawodnicy i zawodniczki w ramach finałów Pucharu Świata DH. Po nich odbył się wyścig na rowerach elektrycznych, który zgromadził wiele byłych gwiazd kolarstwa górskiego tj. Julien Absalon czy Marco Aurelio Fontana. W niedzielę przyszedł czas na najbardziej interesującą nas odmianę kolarstwa górskiego, czyli olimpijskie cross – country w kategoriach U23 i Elity kobiet i mężczyzn. Mimo napiętego harmonogramu w sobotę udało nam się zrobić „szybki” trening po okolicznych alpejskich szczytach, wykorzystując trasę jednej z edycji Transalp’u, odwiedzając przy okazji Madonnę di Campiglio. W sobotę wieczorem w miasteczku zawodów miał miejsce koncert pod tytułem „I love Rock’n’Roll”, na który organizatorowi udało się ściągnąć takie zespoły jak AC-DC, Red Hot Chili Pepers czy Sex Pistols. Jak widać działo się bardzo dużo. Staraliśmy się uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach tego weekendu, a jednocześnie zamienić kilka słów z polskimi oraz zagranicznymi zawodnikami oraz ich ekipami, przede wszystkim Mają Włoszczowską z Kross Racing Team, a także całą zaprzyjaźnioną drużyną Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team. O wszystkich tych wydarzeniach staraliśmy się informować was za pomocą naszych profilów na Instagramie, Facebooku, a także na stronie. Wracając do tytułu tego artykułu, Volkswagen Grand California świetnie sprawdził się jako mobilne biuro (w naszym przypadku biuro prasowe). W całym samochodzie rozmieszczone są gniazdka, zarówno normalne, samochodowe jak i porty USB umożliwiające ładowanie urządzeń mobilnych. Zamiast biurka do dyspozycji mieliśmy wewnętrzny, rozkładany stolik, demontowany na czas podróży, a zamiast foteli biurowych wspomniane już wcześniej obracane przednie fotele. Zasilanie pojazdu zapewniają dwa akumulatory (jeden z nich ładowany jest za pomocą ogniwa fotowoltaicznego zlokalizowanego z przodu pojazdu), a za rozrywkę odpowiada antena satelitarna, a także możliwość skonfigurowania WLAN z wykorzystaniem telefonu komórkowego lub osobnej karty SIM. Grand California, ze wszystkimi udogodnieniami, sprawiła, że nasza praca na miejscu była bardzo komfortowa. Nie musieliśmy się nigdzie ruszać aby mieć kontakt ze światem i przekazywać Wam wszystkie informacje na bieżąco.

Na koniec wyjazdu czekała nas droga powrotna. Konieczny był krótki postój podczas którego opróżniliśmy zbiornik z szarą wodą oraz kasetkę z toalety. Zlokalizowanie punktu gdzie można dokonać „opróżnienia” nieczystości nie jest proste, na szczęście nam udało się znaleźć takie miejsce we włoskim Bolzano. W aucie wbudowany jest specjalny system wentylacji toalety chemicznej o tajemniczej nazwie ”SOG”. Nie mieliśmy pojęcia o jego istnieniu, ale to właśnie dzięki niemu przez cały czas towarzyszył nam sympatyczny zapach nowego samochodu. Ponieważ w drogę do Poznania wyruszyliśmy zaraz po ostatnich wydarzeniach w niedzielne popołudnie podczas gdy jeden z nas prowadził samochód, drugi spokojnie mógł spać na komfortowym fotelu pasażera (obrotowy, z regulacją wysokości, pochylenia siedziska, odcinka lędźwiowego, dwoma podłokietnikami). Dodatkowo nie trzeba było martwić się o kierowcę. O bezpieczną jazdę dbają wszystkie systemy samochodu: wspomniany czujnik pasa ruchu, aktywny tempomat, automatyczna, 8-stopniowa skrzynia biegów DSG oraz czujnik informujący o zmęczeniu kierowcy. O brak nudy dba także nawigacja wyświetlająca różne ciekawe, niekoniecznie zgodne z prawdą, komunikaty. Jeden z nich prezentujemy na zdjęciu.

Podsumowując nasz wyjazd: przejechaliśmy 2504 kilometrów, zajęło nam to 31 godzin i 22 minuty, a średnie spalanie wyniosło 11.9 litra na 100 kilometrów. Przy dużej masie własnej pojazdu (niestety wszystkie gadżety ważą) spalanie nie było bardzo wysokie. Pojazd jest całkiem dynamiczny jak na tak duże i ciężkie auto. Silnik o pojemności 2.0 l i mocy 177 KM naprawdę dobrze daje sobie radę. W czasie naszej podróży mieliśmy okazję jechać w burzy, ulewie, pełnym słońcu i upale. Zarówno po szerokich, niemieckich autostradach bez ograniczeń prędkości jak i żółwim tempem w korku. Po płaskich, pełnych obwodnicach miast, a także malowniczych, krętych, górskich drogach. Można więc powiedzieć, że w trakcie 5 dni udało nam się sprawdzić auto w bardzo zróżnicowanych warunkach. Przez okres kiedy Grand California była do naszej dyspozycji znaleźliśmy tylko jedną sporą wadę – samochód niestety nie był nasz i musieliśmy go oddać tak szybko.

Jeśli szukasz auta na wyjazd z rodziną lub jesteś sportowym świrem, lubisz czuć się wolny i nie lubisz gdy w podróży coś Cię ogranicza, albo tak jak my jesteś dziennikarzem i potrzebna ci niezależność to Volkswagen Grand California jest właśnie dla Ciebie. Nie piszę tego bo ktoś mi powiedział, że tak właśnie mam napisać. W tym aucie naprawdę można poczuć się wolnym. Ceny zaczynają się od 217 880 zł netto, więc czas zacząć odkładać pieniądze do skarbonki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here