Dlaczego wyścigi MTB są mało popularne w Polsce?

Pytanie retoryczne, które niejednemu organizatorowi spędza sen z powiek. Właściwie nie tylko organizatorom, ale także zawodnikom, sponsorom i każdemu komu zależy na rozwoju polskiego kolarstwa górskiego.

2

Jak wiadomo nie od dzisiaj, wszelkiego rodzaju wyścigi rowerowe nie cieszą się w naszym kraju dużą popularnością. Zaczynając od kolarstwa szosowego; duża część naszego społeczeństwa słyszała kiedyś w telewizji o wyścigu Tour de Pologne. Nie wnikajmy czy słyszeli o nim, że jest to „kolarska liga mistrzów”, czy może jednak uzyskali konkretne informacje kto startuje w danej edycji, jaką rangę ma nasz narodowy Tour i dlaczego nasi najlepsi kolarze reprezentują zagraniczne zespoły. Najważniejsze, że wyścig ten istnieje w zbiorowej świadomości jako jedno jedno z największych wydarzeń sportowych w Polsce. Jednak na Tour de Pologne kalendarz PZKol się nie kończy. Ba, nawet w kalendarzu UCI wyścigów rozgrywanych na terenie naszego kraju jest kilkadziesiąt. Pytanie brzmi, ilu naszych rodaków, niezwiązanych bliżej z kolarstwem, byłoby w stanie wymienić chociaż jednen, inny niż wspomniane TdP? A ilu z nas jest w stanie wymienić polskie wyścigi MTB z kalendarza UCI na 2019? Dla ułatwienia dodam, że było ich 8 (nie licząc mistrzostw krajowych). Na ilu z nich ktoś z nas miał okazję być i dopingować zawodników? Zazwyczaj podczas tych imprez grono kibiców składa się z członków ekip, zawodników startujących wcześniej/później od danej kategorii i, czasami, rodziny.

W tym artykule skupię się głównie na wyścigach MTB i CX. Z jednej strony, bo taka jest tematyka naszego portalu, a z drugiej, ponieważ takie wyścigi powinny być najciekawsze dla kibica. Zawodnicy przynajmniej kilka razy pojawiają się w jednym miejscu, trasa jest ciekawa, szybka i można swobodnie przejść na różne jej fragmenty. Do tego przy linii startu/mety zazwyczaj mamy spikera, informującego na bieżąco o przebiegu rywalizacji. Jednak kibiców nawet na zawodach najwyższej rangi jest jak na lekarstwo.

Większość osób spoza środowiska kolarskiego nie ma pojęcia, kto bierze udział w danym wyścigu. Nawet jeżeli przypadkiem lub celowo znajdą się przy trasie wyścigu nie wiedzą kogo mogą dopingować i najczęściej jedynie oglądają rywalizację, nie zagrzewając zawodników do jeszcze większego wysiłki. Jedynym wyjątkiem w polskim kolarstwie jest postać Mai Włoszczowskiej. Dzięki dwóm medalom olimpijskim jej osoba istnieje w zbiorowej świadomości. Kiedy tylko Maja startuje w naszym kraju lub organizuje swój wyścig ludzie chętniej pojawiają się na starcie, aby zobaczyć wicemistrzynię olimpijską. Jednak takich wyścigów na których Maja „robi frekwencję” jest w ciągu roku zaledwie kilka. Dodatkowo większość kibiców pojawia się tylko podczas rywalizacji Elity kobiet, a zaraz po zakończeniu wyścigu przez jeleniogórzankę wracają do domów, omijając rywalizację mężczyzn. Szczególnie widoczne było to podczas tegorocznych Mistrzostw Polski w Mrągowie.

Słaba frekwencja i „anonimowość” zawodników jest mocno zauważalna podczas wyścigów z cyklu Pucharu Polski. Z powodu braku kategorii UCI (głównie przełaje) pojawiają się na nich jedynie młodzi zawodnicy lub Ci, którzy z różnych przyczyn nie mogą akurat startować poza granicami kraju. Dlaczego więc ludzie mają przychodzić oglądać „anonimowych rowerzystów” jeżdżących po parku, lesie czy innym miejscu, w którym rozgrywane są dane zawody? Zaczynając od tego czy w ogóle wiedzą, że taka impreza ma miejsce. W większości przypadków informacji o zawodach w przestrzeni publicznej nie ma albo są dobrze schowane. Rzadko kiedy organizatorzy przygotowują widoczne i ładne, zachęcające do pojawienia się na wyścigu, plakaty. W dobie przeniesienia życia do przestrzeni wirtualnej brak strony internetowej czy, co chyba aktualnie ważniejsze, strony i wydarzenia na Facebook’u w zasadzie minimalizuje szansę na pojawienie się kibiców do zera. Dodatkowo sama obecność wyścigu na FB, bez odpowiedniej promocji, także nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Promowanie wydarzenia na platformie Marka Zuckerberga nie jest zbyt skomplikowane. Jednak nie wszyscy żyją w sieci „sieci”. Do osób mniej zaangażowanych w wirtualny świat, także trzeba jakoś dotrzeć. W takim przypadku, poza plakatami, najlepiej byłoby wykorzystywać media i lokalną prasę. Oczywiście zawsze może się zdarzyć, że w dniu wyścigu pogoda będzie niesprzyjająca, co wpłynie na frekwencję, jednak próbować trzeba. Niestety często nawet jeżeli wiemy, że gdzieś w naszej okolicy odbywa się jakaś impreza to po prostu nie chce nam się na nią wybrać.

Dochodząc do sedna sprawy – „Bądź zmianą, którą chcesz dostrzec w świecie”. Cytat ten, fałszywie przypisywany Mahatmie Gandhi’emu, niech będzie dla nas wszystkich wskazówką. Ja osobiście, tak właśnie zrobiłem. W sezonie letnim ścigam się głównie na rowerze górskim, jednak nigdy nie miałem okazji do bliższego poznania przełajowej odmiany kolarstwa. Czemu? Nie wiem. W życiu zaledwie kilka razy byłem imprezach tego typu. Ostatnio wybrałem się na Super Puchar Polski w Koziegłowach, dla mnie niecała godzina drogi od domu. Trzeba było zobaczyć, jak radzą sobie w innych warunkach i na innych rowerach zawodnicy znani głównie ze startów w sezonie letnim, a przy okazji pokibicować znajomym. Kibiców było dosłownie jak na lekarstwo: trenerzy, wcześniejsze kategorie i to wszystko.

Teraz wyobraź sobie proszę, że jako zawodnik zapraszasz swoich znajomych kolarzy -amatorów, których w Polsce na stacie każdego maratonu w sezonie jest dużo, a liczba ta ciągle rośnie, żeby przyjechali na Twój wyścig, zobaczyli, na czym to polega, jak to wygląda, czym różni się od maratonów w których oni startują i pokibicowali Tobie, ale także pozostałym zawodnikom. Jeśli ścigasz się tylko latem to zapewne prawie co weekend jesteś na jakimś wyścigu. Założę się, że w granicy godziny jazdy autem od domu masz kilka wyścigów przełajowych w sezonie. Proszę: jedź, zobacz, na czym to polega. Chociaż raz w roku. Jeśli będziesz dobrze kibicował to na pewno, mimo zimowej pory, nie odczujesz chłodu. Jeżeli Ci się spodoba, a zakładam, że tak będzie, następnym razem zabierz ze sobą znajomych albo rodzinę. Tym prostym sposobem na każdym kolejnym wyścigu powinno pojawiać się coraz więcej kibiców.

Na pewno każdy sportowiec chciałby występować przed jak największą publicznością. Czy to piłkarze narodowej reprezentacji grający na zapełnionym Stadionie Narodowym czy skoczkowie podczas polskich zawodów Pucharu Świata zawsze podkreślają, że rywalizacja przed tłumnie zgromadzonymi kibicami, zagrzewającymi gorąco do walki, jest tą, o której pamiętają przez lata. Zapytajcie zawodników, jakie wyścigi najlepiej wspominają. W większości przypadków na drugim miejscu, zaraz po tych zwycięskich, będą to właśnie te z najgłośniejszym dopingiem.  Spróbujmy zrobić w Polsce to, co udało się w Belgii, Holandii albo chociaż u naszych południowych sąsiadów.

2 KOMENTARZE

  1. Odpowiem na to pytanie: Jest tak dla tego, bo imprezy są organizowane dla zawodników, zawodnicy przyjeżdzaja czasem z rodziną i Ci mu kibicują. Jeśli zrobimy imprezę dla kibiców to wtedy bedzie duzo ludzi, sponsorzy sie pojawią… Trzeba zrozumieć że organizacja imprezy sportowej w dzisiejszych czasach to wydarzenie w ktorym najwazniejszy jest marketing.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here