System finansowania kolarstwa w Polsce

Przeczytajcie jak działa system finansowania kolarstwa w Polsce okiem Błażej Maresza - trenera i prezesa Warszawskiego Klubu Kolarskiego

0

Dryń!

Właśnie dostaliśmy telefon, że mamy zamówić stroje kolarskie z pieniędzy państwowych. Rzeczywiście na początku sezonu za budżetowaliśmy komplety ciuchów dla naszych czołowych zawodników w ramach Kolarskiego Ośrodka Szkolenia Sportowego (KOSS) finansowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Tylko że teraz dowiadujemy się, że musimy je zamówić nie bezpośrednio u naszego producenta tylko przez dwóch pośredników (Instytut Sportu i dodatkową firmę). Mamy przełom października i listopada, a więc jesteśmy po sezonie. To, co planowaliśmy w kwietniu, jest już nieaktualne. Nie znamy wzorów ciuchów na kolejny sezon. Nawet nie musimy wiedzieć, kto będzie z nami jeździł, a kto opuści klub i kto do niego dołączy w kolejnym sezonie.

No ale ciuchy musimy zamówić…

I tak właśnie wygląda finansowanie kolarstwa w Polsce…

Ale żeby nie zarzucano nam, że prześlizgujemy się tylko po powierzchni tematu. Że trącamy jedynie jeden szczegół i na jego podstawie pozwalamy czytelnikom tworzyć w głowie jednoznaczne opinie. Spróbujmy szerzej opisać system finansowania kolarstwa w naszym kraju. Oczywiście z naszej perspektywy. Zapewne najliczniejszego i pewnie nie najgorszego polskiego klubu kolarskiego.

Na wstępie jednak zaznaczamy: to nie PZKol jest temu winien (paniom z biura często zawdzięczamy, że w ogóle cokolwiek w tych warunkach udaje się zrobić)! Trenerzy kadr męczą się z biurokracją i brakiem płynności finansowych nie mniej od nas. To system wpycha nas w ślepe zaułki i powoduje, że ludziom się odechciewa i wszystko staje się byle jakie i na odwal.

Poniższy opis jest subiektywną oceną.

Kadry

Kadra osnuta jest wielką tajemnicą. Jeszcze parę lat wstecz myśleliśmy sobie, że to dlatego, że nie godni jesteśmy tak wysokich progów. No ale teraz zawodnicy WKK zdobywają medale mistrzostw Polski hurtowo, a nam dalej niewiele wiadomo na temat działania kadr.

Na tym etapie (przełom października i listopada) jak co roku nie znamy planu szkolenia kadry Polski juniorów na szosie czy zawodników MTB (w tym czujemy się mocni, dlatego o tym piszemy). Nie wiemy, na jakie imprezy trener kadry zechce zabierać najlepszych z Polski. Nie wiemy, gdzie będą zgrupowania przed sezonem (czy w ogóle będą), czy będą jakiekolwiek późniejsze konsultacje. Ba! Nie znamy kryteriów powoływania zawodników do kadry i tym bardziej jej składu.

Ze strony sztabu szkoleniowego zajmującego się szosą te informacje są nam zdawkowo cedzone w trakcie sezonu. Całościowego planu i budżetu szkolenia nigdy nie poznaliśmy. Plan szkolenia kadr MTB dociera do nas przed sezonem. Na tyle późno, że np. tracimy pieniądze wydane na bilety lotnicze naszych zawodników, którzy zamiast lecieć z nami,  polecieli z kadrą do ciepłych krajów w marcu 2019.

W trakcie sezonu dowiadujemy się, że nasi podopieczni w ogóle nigdzie by nie pojechali gdyby trener kadry nie założył za nich pieniędzy. A więc państwo finansuje akcje po ich wykonaniu! A ponieważ trenerzy to niekoniecznie specjaliści od papierkowej roboty, różnie to może być z tymi rozliczeniami.

Czasami zdarza się, że rodzice zawodników wykładają środki. Czasami ktoś im je zwraca, czasami nie.

Parę lat wstecz mogliśmy na stronach PZKolu przeczytać, kto jest w kadrze Polski. Teraz takie informacje się nie pojawiają. Nasi zawodnicy są. Niby są. No bo startują na mistrzostwach Europy i Świata. Ale możecie nam wierzyć bądź nie, nigdy nie otrzymaliśmy oficjalnego powołania naszego zawodnika do szosowej kadry Polski.

Bazujemy na ustnych przekazach trenerów kadry lub ich asystentów. Brak powołań, brak ogólnie dostępnego wykazu kadrowiczów, brak wglądu w roczny plan szkolenia, brak kryteriów powoływania. Finansowanie na zasadzie zwrotów za wykonane akcje szkoleniowe. Tak to właśnie wygląda.

Od osób odpowiedzialnych za kadry bardzo często słyszymy, że nie wiedzą, czy będą pieniądze na najbliższe akcje. Akcje są łatane klubowymi autami czy obsługą klubową.

Mimo to co roku jest taki sam scenariusz. Po drużynowych mistrzostwach Polski na szosie (początek października) wszyscy zapadają w zimowy sen. Budzą się gdzieś w marcu, krzycząc, że znowu nie wiadomo kiedy i na co będą środki.

To tyle odnośnie kadry Polski (juniorskiej i orlikowskiej MTB oraz juniorskiej na szosie).

Przyznacie, że w tych warunkach ciężko planować stabilny rozwój dyscypliny.

Kadry wojewódzkie – Kolarskie Ośrodki Szkolenia Sportowego (KOSS)

To pieniądze państwowe. Pompowane z Ministerstwa Sportu do co roku innego podmiotu (czasami przez PZKol, czasami przez WZKol, w tym roku przez Instytut Sportu), a dalej przez okręgowe związki do klubów na wyznaczonych zawodników. Budżet i podstawowe wytyczne wydatkowania środków poznajemy gdzieś w okolicach kwietnia i maja. Pieniądze te są dedykowane najlepszym w danym województwie juniorom i juniorom młodszym.

Każdego roku środki na KOSS są przepuszczane przez inne instytucje. Takie coroczne zmiany nie sprzyjają jednolitym, przejrzystym zasadom działania. Co instytucja to inne pomysły i interpretacje. Co roku zatem całe nasze środowisko kolarskie drży, co to będzie w kolejnym sezonie i patrzy spode łba na siebie nawzajem.

W KOSSach nie ma miejsca na zawodników, którzy ukończyli szkołę średnią. Nie ma zatem miejsca na orlików (osoby powyżej 19 roku życia).

Nie są finansowane akcje zagraniczne.

Pieniądze trafiają do klubów po sezonie (to nie jest zasada a praktyka). A zatem klub/rodzice nie, posiadający płynności finansowej nie mogą z nich skorzystać.

Pomimo szerokiego pakietu wydatków (na papierze) na akcje szkoleniowe, źle są widziane wszelkie inne niż zakwaterowanie i wyżywienie. Jeżeli trener chce otrzymać wynagrodzenie, albo chcemy zapłacić za transport, jesteśmy traktowani jak potencjalni oszuści.

Sprzęt (tylko niewielki procent kwoty na KOSS) zamawia się na koniec sezonu (tak jak i wspomniane na początku ciuchy kolarskie).

Rozliczanie akcji szkoleniowych niesie ze sobą poważny ładunek stresu. Uznają czy nie uznają, zwrócą kasę czy nie zwrócą.

W większości przypadków wszystko dobrze się kończy i klub otrzymuje założone pieniądze. Dostajemy sprzęt. Może nie ten, co chcieliśmy, może ciuchy, które nie są już nam tak potrzebne, ale państwo w większości przypadków wywiązuje się z płatności. Jednak wszystko to przypomina pływanie w basenie, gdzie zamiast wody ktoś wpuścił nam budyń.

I jeszcze jedno.

Nie pamiętam, aby ktoś zapytał nas o wyniki sportowe. Pochwalił czy zganił. Jakby to nie było ważne.

Kadry wojewódzkie młodzików

To jeszcze jedno źródełko. Również państwowe, z MSiT. Tutaj jeździmy starymi, wytartymi torami. Pieniądze z MSiT lecą do wojewódzkich federacji a te na podstawie wytycznych Okręgowych Związków Sportowych przekazują je na akcje szkoleniowe najlepszych w województwie młodzików (13-14latków). Kwota ministerialna to 45zł/dzień szkolenia. Czasami dorzuci do tego coś marszałek danego województwa. Pieniądze można wydać tylko na zakwaterowanie i wyżywienie. I tylko zawodników (broń Panie Boże na trenera). Wytyczne kompletnie oderwane od rzeczywistości. Ale Polak zawsze sobie poradzi i my również sobie radzimy. Te środki, dzięki sprawności wojewódzkich federacji, szybciej, bo już w okolicach kwietnia trafiają na akcje szkoleniowe.

Tak skonstruowany system powoduje wiele frustracji wśród trenerów. Drżymy przed urzędnikami. Stukamy się w czoło, słuchając kolejnych przedziwnych wytycznych. Złość nas zalewa gdy słyszymy, że przecież pieniędzy jest coraz więcej w naszym sporcie i nie powinniśmy mieć powodów do narzekań.

No niestety mamy…

AUTOR: Błażej Maresz – twórca, trener i prezes Warszawskiego Klubu Kolarskiego

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here