Igrzyska Olimpijskie rozpoczęte! A już jutro, o godzinie 14:10 – 36 zawodniczek wyruszy na 4.4km trasę, aby walczyć o medale. W tym jedną ze startujących będzie Paula Gorycka – tegoroczna Mistrzyni Polski XCO i XCC, 9 w Mistrzostwach Europy Elity Kobiet 2024, medalistka Mistrzostw Świata i Europy (lata 2010-2012) w kat. U23 i olimpijka z Londynu 2012 (zajęła tam 22 miejsce).
Paula Gorycka będzie naszą jedyną reprezentantką podczas tegorocznych Igrzysk Olimpijskich w wyścigu XCO kobiet. Tuż przed jej docelowym startem udało nam się przeprowadzić z nią krótki wywiad. Zapraszamy do przeczytania:
Jakie to uczucie powrócić na Igrzyska Olimpijskie po 12 latach?
Jeszcze nie wiem, bo Igrzyska wciąż przede mną ;-). Londyn 2012 i Paryż 2024 to dwie zupełnie inne historie. Każda ma swój smak, ten paryski mogę powoli poznawać od maja, czyli od wywalczenia kwalifikacji, ale dopiero, gdy Igrzyska już się skończą i przejdą do historii, to ze spokojem spojrzę na to, jaki to był czas i co najmocniej zapisało się w mojej pamięci.

Biorąc pod uwagę rezultaty takie jak 9 Miejsce na ostatnich
Mistrzostwach Europy, liczne miejsca w pierwszej 20 Pucharów Świata XCO/XCC możemy powiedzieć, że Twoje obecne wyniki nawiązują do rezultatów z lat 2010-2012, czy może jednak nie da się porównać tych dwóch realiów- inna kategoria wiekowa, warunki i stan kolarstwa górskiego?
Myślę, że nie ma potrzeby tego porównywać i sama tego nie robię. Kolarstwo górskie przechodzi dynamiczne zmiany (i dobre, i złe), a to utrudnia porównywanie wyników, które dzieli wiele lat. Cieszę się dobrymi rezultatami z tego sezonu, zwłaszcza 9. miejscem z Mistrzostw Europy. Udowodniłam sobie, że wciąż mogę się poprawiać. To bardzo ważne dla sportowca. A przede mną nadal kilka istotnych startów w 2024…
Jak porównujesz trasę olimpijską do tras, na których trenujesz na co dzień w Szwajcarii i czy taki charakter rundy Ci odpowiada?
Runda olimpijska jest interwałowa. Krótki rzut oka na profil teoretycznie wskazuje na dwa podjazdy i dwa zjazdy, ale to ułuda. W Paryżu jest ciągła zmiana rytmu, a najdłuższy podjazd w jednym kawałku trwa półtorej minuty. Reszta to już poniżej pół minuty. Jak jestem w formie, to odpowiada mi praktycznie każda trasa, również o takiej charakterystyce jak we Francji. Cieszę się, że organizatorzy nie przesadzili z techniką. Jest sporo sztucznych elementów, ale żaden nie jest karkołomny, jak nierzadko zdarzało się w ostatnich latach.
Kiedyś udzieliłaś wywiadu dla portalu NaMTB, wtedy rozmawiałaś z
Maciejem Jeziorskim. Podczas wielu poruszonych tematów padły tam takie słowa, że nie przywiązujesz szczególnej uwagi do watów, tętna, testów wydolnościowych w okresie startów docelowych.
Czy przed Igrzyskami Olimpijskimi zaszły u Ciebie jakieś zmiany w metodyce treningowej i czy wyżej wymienione podejście jest powszechnie stosowane przez szwajcarskich zawodników?
Nie pamiętam dokładnie, co mówiłam podczas rozmowy z Maćkiem, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że powiedziałam coś takiego. Na pewno mówiłam o tym, że w zależności od rodzaju treningu zwracam uwagę na produkowaną moc, tętno, zakwaszenie lub samopoczucie. I tutaj nic się nie zmieniło – cel treningu determinuje to, co w jego trakcie kontroluję. Oczywiście wprowadziliśmy w tym roku z trenerem zmiany, ale na ostatniej prostej przed Igrzyskami już z niczym nowym nie kombinujemy. Kolarstwo górskie jest sportem globalnym, ekipy są międzynarodowe, dzięki internetowi znacznie łatwiej można znaleźć fachową wiedzę, a technologia ułatwia komunikację mimo odległości. W związku z tym uważam, że mówienie o „podejściu szwajcarskich zawodników” byłoby błędem. Każdy z nich jest w pewnym środowisku, które wpływa na to, jak trenują i co jest dla nich ważne. I myślę, że każda z trzech szwajcarskich medalistek Igrzysk Olimpijskich w Tokio ma to podejście treningowe i metody trochę inne. Raz bardziej wpływa na Ciebie ekipa, innym razem kadra, a są i indywidualiści, którzy sami poszukują drogi. Generalizowanie się nie sprawdza.

Przeprowadzka do innego kraju w celu rozwoju swoich umiejętności.
Czy mając to doświadczenie, doradziłabyś młodym, ambitnym zawodnikom i zawodniczkom podążyć taką ścieżką?
Zaczęłabym od znalezienia zagranicznej ekipy, która zapewni najważniejsze rzeczy – opiekę trenerską, możliwość szkolenia technicznego, sprzęt, starty w zawodach z mocną stawką zawodników i obsługę na wyścigach. Po dwóch sezonach młody kolarz powinien już wiedzieć, czy taka droga w życiu jest dla niego. Zaczynanie od przeprowadzki może być ryzykowne i nie sądzę, aby od razu było potrzebne. To z pewnością decyzja, która wymaga szczerej rozmowy z rodzicami i osobami, które prowadzą takiego zawodnika. Każdy musi znaleźć swoją, absolutnie niepowtarzalną drogę. Patrzenie na to, co robią inni, jest w porządku, ale ślepe kopiowanie już nie. Poza tym dla jednego dobrym momentem na „pójście na zachód” będzie przejście z juniora do U23, a drugi może nie być jeszcze odpowiednio dojrzały emocjonalnie i taki krok może spowodować koniec kariery. Nie mam jednej recepty dla wszystkich poza taką, żeby dobrze przemyśleć swoje działania i przegadać je z najbliższymi.
Przez kilka ostatnich lat byłaś lekko w cieniu Mai Włoszczowskiej, tym razem to ty jesteś numerem jeden. Wyniki Mai na Olimpiadach w Pekinie i Brazylii są dla ciebie dodatkowym źródłem motywacji czy może masz swój własny cel na tą imprezę?
Mam swoje cele. Majka na dobre zapisała się w historii polskiego sportu i oczywiście przez lata była dla nas punktem odniesienia. Trzeba się jednak skupić na sobie i robocie, która jest do wykonania, a nie zastanawiać nad porównaniami. Do tego i tak jest aż nadto chętnych… Ostatecznie każdy z nas pisze swoją historię, a wyniki, które są dla wszystkich widoczne to tylko niewielki ułamek tej historii.
Dziękujemy Pauli za udzielenie wywiadu i trzymamy kciuki za jej jutrzejszy start, a także za wszystkich reprezentujących nas olimpijczyków!







